No i jak tu nie wspomnieć o naszych Złotopolskich. Mowa oczywiście o naszej męskiej reprezentacji siatkarzy, mistrzów Europy. Skąd to określenie? Gdy żeńska reprezentacja zdobywała złoto ME, zawodniczki zostały nazwane „Złotkami”, teraz gdy chłopaki odwalili kawał świetnej roboty i oni zasłużyli na wyjątkowy przydomek. Na Placu Defilad w stolicy ktoś dał propozycje „Złotopolscy”, tłum podchwycił nazwę i zaczął ją skandować.
Niesamowite emocje jakie dostarczyli nam siatkarze, zapisując swoje nazwiska złotymi zgłoskami na kartach historii polskiego sportu w zeszłą niedzielę, wielu kibicom nadal się udzielają. Mi również, gdyż sam jestem wielkim fanem tego sportu od wielu lat. Euforia jeszcze przez kilka dni zeszłego tygodnia poprawiała nastrój w pracy. Mimo jesiennej aury i różnych problemów, świadomość, że jesteśmy potęgą w Europie i na świecie. Tym bardziej że AZS okazuje się być kuźnią talentów, o czym świadczy liczba mistrzów Europy 2009, która występowała w naszym klubie.
A jako, że dano nam świetny przykład, to zawodnicy Pressiton nadal ciężko trenują po dwa razy w tygodniu.
Jak napisałem w tytule wpisu, jest to już przedostatnia refleksja z mojego dzienniczka, którą chciałem się z Wami podzielić. Mam nadzieję, że moje teksty nie irytowały nikogo… za bardzo. Starałem się pisać o tym co widzę i co czuje podczas mojej przygody z Pressiton.