Zapiszę się na kurs języka obcego, zacznę chodzić na aerobik, nie będę palić, nie będę jeść słodyczy, nie będę kłócić się z żoną/mężem, itp., itd.
Składamy je sobie co roku, mając nadzieję, że tym razem się uda, że wytrwamy w naszych obietnicach. Jednak zwykle zapominamy o ich istnieniu już po kilku dniach… Może one w ogóle nie mają sensu?
Często początek nowego roku skłania nas do podjęcia różnych postanowień. Kończy się stary rok, zbliża nowy i zaczynamy inaczej patrzeć na świat i na siebie, chcemy coś zmienić na lepsze w życiu. Mimowolnie dokonujemy bilansu zysków i strat za minione 365 dni i dochodzimy do jednego wniosku: „Od jutra będę lepszym człowiekiem!”
Z jednej strony początek roku jest zawsze jakimś przełomem, z drugiej nikt przecież nie powiedział, że 1 stycznia to najlepszy moment na rewolucję w życiu?
Jak zatem postępować aby postanowienia noworoczne okazały się drogą do zmian a nie powodem frustracji? Przede wszystkim: mierz siły na zamiary. Oto kilka sprawdzonych rad.
• sformułujcie postanowienia, to uporządkuje Wasze pragnienia i zamiary,
• sformułujcie je tak, by raczej zaakcentować dążenie do celu niż jego osiągnięcie. Postawcie na upór i cierpliwość, nie od razu na efekt,
• zapiszcie je na kartce. Nie zapomnicie o nich, nie wyprzecie się ich, będziecie mogli skreślać te spełnione,
• skoncentrujcie się na najważniejszych, unikajcie sytuacji, w których już sama ilość postanowień uniemożliwi ich realizację,
• bądźcie realistami. Nie oczekujcie od siebie zbyt wiele. Niepowodzenie jeszcze pogorszy sytuację i zniechęci Was na przyszłość,
• zaproście kogoś do współpracy. Taki strażnik Waszej woli to naprawdę pożyteczna funkcja. Przed sobą najłatwiej się usprawiedliwić, przez drugą osobą trudniej o właściwy powód.
A Wy macie jakieś postanowienia noworoczne, czy coś w swoim życiu chcecie zmienić? Czy wyznaczacie sobie jakieś nowe cele każdego roku? I czy umiecie w tym wytrwać, czy też zapominacie o noworocznych postanowieniach już po kilku dniach albo w ogóle ich nie podejmujecie?