Wkoło biało i nie zapowiada się, żeby w najbliższym czasie krajobraz za oknem uległ jakiejś znaczącej zmianie… Słońca jak na lekarstwo, zimno, wietrznie, jak nie mroź szczypie nas w nosy i policzki, to śnieg sypie prosto w oczy… ciężkie to nasze zimowe życie…
Jeśli jeszcze w okresie świątecznym taka aura była do zniesienia i nawet odczuwaliśmy przyjemność ze spaceru alejkami przykrytymi białym puchem, tak teraz już chyba niektórzy (śmiem twierdzić ze spora część naszego społeczeństwa) mają już co nieco dość…
Ja sama po kilku godzinach odśnieżania i obladzania kawałka chodnika przed garażem, czytaj ja i łopata przeciwko kapryśnej pogodzie, miałam troszkę dość zimy. Co prawda 1:0 dla mnie, ale nie obyło się bez małej kontuzji…:)
Dodatkowo przy ciągłym zagrożeniu jakie odczuwamy idąc chodnikiem, obawą o nasze uzębienie czy ciągłość układu kostnego, lub nie daj Boże, kilku bliskich spotkaniach z lodem… człowiek woli nie ruszać się z domu. Co więcej, wielu z nas na pewno najchętniej zapadłoby w zimowy sen.
No tak, ale co można poradzić? Pracować trzeba, czasem też zrobić jakieś zakupy, więc w sumie bez wyjścia z domu się nie obędzie… Ja osobiście nie mam aż takich znajomości, żeby zamówić „gdzie trzeba” odpowiednią pogodę. Nie pozostało zatem nic innego jak znaleźć sposób na przetrwanie…
Gorąca herbata i czapka to podstawa. W ramach połączenia przyjemnego z pożytecznym, moja znajoma radzi do kawy dodać cynamonu lub pieprzu cayen bo obie przyprawy doskonale rozgrzewają. A Wy jaką macie „strategię przetrwania”?
Póki co w ramach pozytywnego podejścia proponuję wspólne zaśpiewanie piosenki;)
„Hu!Hu!Ha! Nasza zima zła!
A my jej się nie boimy,
Dalej śnieżkiem w plecy zimy….”